TEKST: ANNA BOREWICZ-KHORSHED
Służąc w obcych szeregach nie zapomnieliśmy jednak nigdy o tem, co nam rodzice wskazywali, a mianowicie to, że Polska odrodzić się musi i potrzebować będzie ludzi odpowiednio i wszechstronnie wykształconych, a zatem i wojskowych.
Gen.Józef Dowbor-Muśnicki

Herb własny Borewiczaów. Opracowanie plastyczne Anna Borewicz-Khorshed.
Henryk Borewicz urodził się 8 grudnia 1880 roku w Renowie na Żmudzi, w rodzinnym majątku swojej ojczystej prababki Marianny Tekli baronówny Rönne herbu własnego, którego to majątku zarządzaniem zajmował się ojciec Henryka – Leon Borewicz. Matka Henryka, Józefa Magdalena Abłamowicz, pochodziła także ze szlacheckiej rodziny pieczętującej się herbem Abdank. Dwór Abłamowiczów w Justianowie malowniczo położony na wysokim brzegu jeziora Biała Hańcza, to ten sam zakątek na Litwie gdzie 23.12.1831 roku, w przeddzień Wigilii świąt Bożego Narodzenia, zmarła legendarnie waleczna Emilia Broel – Plater herbu Plater, hrabianka, uczestniczka powstania listopadowego, bohatersko dowodząca oddziałami partyzanckimi na Żmudzi.Niekiedy nazywana polską Joanną d’Arc, pochowana na miejscowym cmentarzu w Kopciowie w dobrach Abłamowiczów, do dziś pozostaje symbolem kobiety-żołnierza. Jej oświadczenie dotyczące uczestnictwa w powstaniu listopadowym z dnia 25.03.1831 roku złożone w Artuzowie, w którym deklaruje swój dobrowolny udział powodowany jedynie miłością do Ojczyzny, dla wielu jej współczesnych stało się trwałym testamentem walki o niepodległość.
Nazywana polską Joanną d’Arc, pochowana na miejscowym cmentarzu w Kopciowie w dobrach Abłamowiczów, do dziś pozostaje symbolem kobiety- żołnierza. Jej oświadczenie dotyczące uczestnictwa w powstaniu listopadowym z dnia 25.03.1831 roku złożone w Antuzowie, w którym deklaruje swój dobrowolny udział powodowany jedynie miłością do Ojczyzny, dla wielu jej współczesnych stało się trwałym testamentem walki o niepodległość.
Fale represji po każdym stłumionym powstaniu narodowowyzwoleńczym, skazujące na konfiskatę majątków i zsyłki na Sybir, dotykały najbardziej patriotycznie zaangażowaną elitę szlachecką, lecz w żaden sposób nie pomniejszało to jej determinacji i zapału w walce o wolność.

EMILIA BROEL-PLATER HERBU PLATER (1806-1831)
Oświadczenie Emilii Plater dotyczące jej uczestnictwa w powstaniu listopadowym.

Świadczę tem moiem pismem
iż mię do kroku dziś przedsięwziętgo nikt nienamawiał, i owszem moia
Ciotka JW Gasprowa Platerowa, usiłowała mię odwrócić od mego przedsięwzięcia.
Byłam powodowana miłością Ojczyzny. Nadto shodowana w samotności, a pomimo to, karmiąc od lat dziecinnych tę myśl
iż kiedyś na wojnę pójdę, wzięłam to za niejakieś natchnienie, ponieważ od
wielu lat ta myśl niezwyczaina młodym pannom ciągle mię zaprzątała.
Służba wojskowa w armii carskiej z poboru, dla pozostającej pod zaborem rosyjskim młodzieży męskiej zawsze była formą przymusu, z czającą się w tle perspektywą długiej służby, gdzieś daleko, najczęściej na Dalekim Wschodzie…bez szansy na powrót do rodzinnego domu.


JÓZEFA MAGDALENA Z ABŁAMOWICZÓW I LEON BOREWICZ OK. ROKU 1879 RODZICE PUŁKOWNIKA HENRYKA BOREWICZA
Służba wojskowa w armii carskiej z poboru, dla pozostającej pod zaborem rosyjskim młodzieży męskiej zawsze była formą przymusu, z czającą się w tle perspektywą długiej służby, gdzieś daleko, najczęściej na Dalekim Wschodzie…bez szansy na powrót do rodzinnego domu.
Jednakże, dla potomków rodzin szlacheckich wychowywanych w etosie patriotyzmu i tradycji służby wojskowej, podjęcie decyzji o kontynuacji nauki w carskiej szkole oficerskiej wydawało się być jedyną możliwą drogą pozyskania wszechstronnego wykształcenia wojskowego, które mogło okazać się kiedyś przydatne w walce z zaborcami.
Taką też decyzję podjął Henryk Borewicz wstępując do wojska rosyjskiego w 1898 roku.
Ukończywszy w 1903 roku Oficerską Szkołę Jazdy w Elizawietgradzie otrzymał stopień podporucznika i swoją służbę zawodową pełnił jako oficer Drugiego Pawłogradzkiego Pułku Lejb-Huzarskiego Imperatora Aleksandra III-pułku kawalerii Imperium Rosyjskiego do 1916 roku. Szlify rotmistrza uzyskał w 3 Pułku Ułanów, po czym w listopadzie 1917 roku znalazł się w Antoninach na Wołyniu w gronie 47 oficerów, gdzie wraz z grupą 840 kawalerzystów z różnych szwadronów wziął aktywny udział w formowaniu 2 Pułku Ułanów Grochowskich im. Generała Józefa Dwernickiego.

Płk. Henryk Borewicz powołany został na stanowisko kwatermistrza i już w pierwszych miesiącach istnienia pułku uczestniczył w walkach z oddziałami bolszewickimi w zdobyciu Starokonstantynowa i akcjach skutkujących konfiskatą broni, amunicji i żywności.
W marcu 1918 roku wraz z 2 Pułkiem rozpoczął przedzieranie się z Wołynia na Białoruś do Bobrujska, gdzie miał dołączyć do organizowanego tam pod wodzą gen.Dowbor-Muśnickiego I Korpusu Polskiego.
Zgodnie z założeniem, Korpus wraz z osiągnięciem pełnej gotowości bojowej, miał być skierowany na front walki z Niemcami. Jednakże sytuacja na froncie
i wewnątrz Rosji spowodowała, że zadania Korpusu zostały zmienione. Koncentracja wojsk uniemożliwiana krwawymi atakami zrewolucjonizownych wojsk rosyjskich, pozwoliła na zgromadzenie tylko ok. 12 000 żołnierzy z oczekiwanych 29 000. Pomimo osłabienia stanu liczebnego, Korpus egzystujący w bardzo trudnych warunkach nadal pozostawał z nadzieją na dotarcie do Polski i kontynuację walki. Jednakże splot nieprzewidywalnej w skutkach decyzji zatrzymania wojsk w rejonie Bobrujska, w obliczu nasilających się walk z oddziałami bolszewickimi i zagrożenia ze strony wkraczających oddziałów niemieckich, doprowadził do dramatycznej sytuacji.
Próba rokowania z Niemcami podjęta przez gen. Dowbor- Muśnickiego nie przyniosła oczekiwanego efektu, a delegacja wysłana do Warszawy poddała Korpus pod naczelną władzę Rady Regencyjnej. Praktycznie oznaczało to, że Korpus stał się częścią składową Wehrmachtu, podlegającego rozkazom generała gubernatora w okupowanej części Królestwa Polskiego. W wyniku podjęcia tej decyzji, 21.05.1918 r. zarządzona została natychmiastowa demobilizacja i rozbrojenie Korpusu, skutkujące utratą całego posiadanego uzbrojenia i bojowego wyposażenia na rzecz wojsk niemieckich.
Ta część żołnierzy, która nie pogodziła się z demobilizacją wyruszyła w przebraniu na Murmań, Powołże czy Kubań, zdając się na ciężką tułaczkę w morderczych warunkach, aby szukać dalszych możliwości służby w nowo formowanych tam oddziałach polskich.
Wyruszających z Bobrujska żegnał widok wysokiego kopca z krzyżem na szczycie, usypanego na miejscowym cmentarzu wojennym, w miejscu gdzie pochowanych zostało blisko 2 000 polskich żołnierzy I Polskiego Korpusu, poległych w potyczkach, z chorób i głodu.
Płk. Henryk Borewicz wraz z większością zdemobilizowanej formacji 2 Pułku Ułanów Grochowskich, w lipcu został przewieziony do Warszawy, gdzie oddał się do dyspozycji zakonspirowanego sztabu dowódców rozpatrujących możliwość włączenia się w walkę o odzyskanie niepodległości. W wyniku reorganizacji kawalerii polskiej w latach 1918-1920 został oddelegowany do reaktywowanego po prawie 90 latach 4 Pułku Strzelców Konnych w Zgierzu.
Wszystkie jednostki wojskowe, które weszły w skład 4PSK uczestniczyły w walkach o Wilno, pod Mińskiem i nad Berezyną, w rejonie Hrubieszowa i Druskiennik, a wiosną 1920 r. zdobywały Korosteń.
Awansowany do rangi pułkownika Henryk Borewicz został mianowany pierwszym dowódcą 4 Pułku Strzelców Konnych im.Ziemi Łęczyckiej. Mieszkańcy Łęczycy i okolic, spośród których wywodzący się ochotnicy zasilili początkowo szeregi 2 Pułku Strzelców Konnych, dla udokumentowania swojej łączności i przywiązania dla nowej formacji ufundowali sztandar.
Uroczystość jego wręczenia odbyła się 23.05.1920 roku w Łęczycy. Obok komitetu fundacyjnego, lokalnych przedstawicieli cechów rzemieślniczych, ziemiaństwa i przybyłych z frontu delegacji, w nadaniu sztandaru uczestniczył przedstawiciel Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, generał Józef Leśniewski jako Minister Spraw Wojskowych. Sztandar wniesiony przez 2 Pułk Strzelców Konnych na bandolierze przypominającej generalski szlif obszyty frędzlą, stał się rozpoznawalnym symbolem pułku, symbolem sławy, wierności, honoru i męstwa, którego tradycja nakazywała strzec do ostatniego tchu. Poświęcenie i przyjęcie sztandaru pułkowego stanowiło podwalinę pod tradycję pułku, która ponownie została odnowiona w roku 1938.

W zbiorach Muzeum Mazowieckiego w Płocku można oglądać zrekonstruowaną kopię sztandaru wykonaną na podstawie zachowanego, choć nie do końca dokładnego opisu pierwotnego sztandaru, jako że uległ on całkowitemu zniszczeniu w ogniu.
Na miejsce stałego postoju 4 Pułku Strzelców Konnych w czasie pokoju ustanowiony został Płock, dokąd w 1921 roku wraz z dowodzącym nim płk.Henrykiem Borewiczem został przeniesiony i zakwaterowany w koszarach im. Józefa Piłsudskiego. W tym samym roku Płock został uhonorowany przez samego Marszałka Polski, który w uznaniu bohaterstwa jakim wykazała się ludność cywilna i wojskowa broniąc miasta podczas najazdu bolszewickiego, udekorował herb miasta Krzyżem Walecznych.
Witany przez mieszkańców łukiem triumfalnym i bukietami białych bzów, nawiedził w tym dniu kaplicę bazyliki katedralnej, gdzie na grobowcach władców Polski Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego złożył wiązanki kwiatów.
W Towarzystwie Naukowym Płockim dane mu było zobaczyć wyłożone do wglądu dzieło Flawiusza Wegecjusza Renata z 1776 roku pt.,,O sprawie rycerskiej nauka”, dedykowane jednemu ze szlacheckich przodków Marszałka – Franciszkowi na Piłsudach Piłsudskiemu. Płk.Henryk Borewicz w roku 1921 został mianowany dowódcą twierdzy w Modlinie pod Warszawą
z zadaniem zagospodarowania jej na potrzeby licznych rodzajów szkół wojskowych, jakie miały znaleźć tam miejsce w okresie odrodzonej II Rzeczypospolitej. Przejęta przez Wojsko Polskie jeszcze w 1918 roku twierdza, uznana za “Obóz Warowny” stała się bazą dla formowanej tam 8 dywizji piechoty, 8 i 16 batalionu saperów, batalionu mostowego i maszynowego.
Twierdza, która w obronie Warszawy 1920 roku pełniła rolę przyczółka dla stacjonującej tam armii gen.Sikorskiego w sile 45 tys.ludzi, na przełomie 1919 i 1920 przyjęła powracający po długiej tułaczce oddział Murmańczyków uformowany przez gen. Hallera w rejonie Murmańska i Archangielska.

Żołnierze ewakuowani z Archangielska przez Anglię do Modlina, zostali uhonorowani specjalnym zaproszeniem Marszałka Piłsudskiego do odbycia uroczystej defilady w Warszawie. Przewiezieni koleją z Modlina do Warszawy, przebyli drogę z dworca Warszawsko- Wiedeńskiego na Plac Saski, gdzie w otoczeniu Oddziałów Garnizonu Warszawskiego i orkiestry Szkoły Podchorążych wysłuchali mszy polowej. Okolicznościowe kazanie wygłosił generał dywizji, biskup polowy Wojska Polskiego ks.Stanisław Gall.
Tego dnia popłynęło morze łez nie skrywanego wzruszenia, a warszawiacy wiwatujący na widok polskich żołnierzy, z głów zdjęte czapki podrzucali wysoko ku niebu. Z entuzjazmem witali maszerujących, jeszcze nieświadomi zagrożenia jakie miało zawisnąć nad Warszawą latem 1920 roku, gdy na praskim brzegu stanęły oddziały Armii Czerwonej.
Jeśli wojskowe parady słusznie wzbudzają zachwyt, to z niczym nie da się porównać zdumienia jakie wzbudziła defilująca na tylnych łapach, najprawdziwsza na świecie, biała polarna niedźwiedzica o wdzięcznym imieniu Baśka. Uratowane i “wcielone” do armii zwierzę odebrało staranne wychowanie od nauczyciela musztry – kaprala Smorgońskiego. Zygmunt Gloger w swojej “Encyklopedii staropolskiej” odnotował istnienie Akademii Smorgońskiej i tak niewielka Smorgona w powiecie oszmiańskim, znajdująca się na obszarze dzisiejszej Białorusi, zawdzięcza swoją sławę założonej prawdopodobnie przez księcia Radziwiłła już w XVI wieku szkole tresury niedźwiedzi. Relację z niezwykłego spotkania “ Baśki murmańskiej” z przyjmującym wojskową defiladę na Placu Saskim Józefem Piłsudskim, przekazał Edmund Małaczewski w swojej książce pt. „Dzieje Baśki murmańskiej”.
“Gdy Naczelnik, chcąc ją pogłaskać, wyciągnął rękę, bez namysłu podała mu łapę, wykonawszy przy tym coś jak dyg ceremonialny, jakiego by się nie powstydziła najwytworniejsza dama dworu. Rozeszli się bardzo z siebie zadowoleni.”

SPOTKANIE NACZELNEGO WODZA Z BAŚKĄ MURMAŃSKĄ NA PLACU SASKIM
Trudno powiedzieć, co sprawiło, że oswojone zwierzę poczuło pewnego dnia zew natury i wyrwawszy się z modlińskiej twierdzy przepłynęło na drugi brzeg Wisły, gdzie w pobliskiej wsi poniosło śmierć z rąk miejscowych chłopów. Zakłuta widłami niedźwiedzica, obdarta ze skóry zanim zdążyli ją “odbić” żołnierze z oddziału, Baśka, która przebyła cały szlak bojowy zapisała się w pamięci murmańczyków jako wierna córka pułku.
Poddana zabiegom taksydermii zakończyła swój żywot jako eksponat wystawiany jeszcze do czasu II wojny światowej w salach Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, po czym ślad po niej zaginął. Wielu z tych, którzy ślubowali pamięć do grobowej deski o tym pięknym i kochanym przez nich zwierzęciu, pamiętający kopiec sypany w Bobrujsku z krzyżem na szczycie, w Modlinie na wieczny spoczynek udali się u kresu wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku.
To właśnie w tym to czasie powstała duża kwatera w głębi fortecznego cmentarza, który został założony jeszcze w okresie wojen napoleońskich. Pierwszymi pochowanymi była załoga, która broniła Modlina w 1813 roku. W czasie pierwszej wojny światowej na cmentarzu grzebano poległych żołnierzy armii niemieckiej i rosyjskiej, w tym także Polaków, którzy zginęli walcząc w mundurach armii zaborczych. Marzeniem ich było doczekać wolnej Polski.
Henryk Borewicz zmarł 11 listopada 1922 roku w Warszawie mając zaledwie 42 lata. Jego ciało zostało sprowadzone do rodzinnego majątku Borewiczów w Klejwach, gdzie w asyście wojskowej 2 pułku Ułanów Grochowskich został pochowany z wojskowymi honorami w kaplicy grobowej.
W czasie działań wojennych w roku 1940 kaplica została trafiona przez pocisk artyleryjski, skutkiem czego zniszczona została jedna ściana, pułap i dach.
Groby zostały doszczętnie splądrowane, a znajdujące się w nich 14 trumien pootwieranych i rozbitych, ołtarz kapliczny zniszczony i ograbiony. Ponieważ rodziny wówczas nie było stać na odremontowanie kaplicy, a zachodziła potrzeba zabezpieczenia prochów naszych przodków przed dalszym bezczeszczeniem, postanowieniem rady familijnej w 1954 roku z żalem zdecydowano rozebrać zabytkową kaplicę i po własnoręcznym uporządkowaniu trumien wykonać nad grobami w katakumbach betonową płytę, całkowicie zamykającą dostęp do nich. Na płycie postawiony został bardzo skromny betonowy pomnik z krzyżem oraz napisem “Grób rodziny Borewiczów 1768 – 1944”.
,, Bo wolność krzyżami się mierzy “ jak napisał Feliks Konarski, autor słów do pieśni “ Czerwone maki na Monte Cassino”, pieśni która towarzyszyła żołnierzom Armii Polskiej gen. Andersa w 1944 roku i towarzyszy nam po dziś dzień, zawsze kiedy składamy hołd poległym na różnych frontach w walce o niepodległość.
