Potrzeba piękna. Kilka słów o introligatorstwie.

Potrzeba piękna. Kilka słów o introligatorstwie.

Pamięci dr. Kazimierza Kozicy (1965 – 2019),
człowieka z epoki dawnych i pięknych map,
kolekcjonera, historyka kartografii,
kustosza muzeum Zamek Królewski w Warszawie,
pedagoga i człowieka o wielkim sercu.
Dziękuję Ci za Twoją obecność.

Świat, jaki znamy, powstał z myśli i zbudowany został na fundamentach słowa. Słowa powtarzanego, spisanego a potem drukowanego. To litery układające się w wyrazy są znakiem naszego rozwoju, znakiem drogi przebytej przez naszą cywilizację, łącznikiem pokoleń i struną historii myśli. Myśl wyrażana słowem i zapisana, od tysiącleci jest świadectwem dziejów, i jedynym prawdziwym oraz bezpośrednim łącznikiem umysłów na poziomie fizycznym. Zachowanie tego zapisu, a potem jego zabezpieczenie i przechowywanie dla przyszłych pokoleń było i jest nadal jednym z podstawowych pragnień człowieka. Liście, kora, gliniane tabliczki, płachty zrobione z łodyg papirusowych, skóry zwierząt, aż w końcu papier z sieci, lin i szmat czyli konopny, potem bawełniany i celulozowy, obecnie w XXI wieku, zapis cyfrowy to materiały na których człowiek zapisywał i zapisuje znaki by zachować swoją myśl. Materiały te trzeba było wygodnie przechowywać. Po pożarze Biblioteki Aleksandryjskiej, gdzie spłonął ogromny dobytek intelektualny ludzkości, świadomość kruchości zwoju zagościł w umysłach twórców. W następnych wiekach wszechświat podpowiedział bardziej zwartą strukturę, strukturę dużego i ciężkiego kodeksu, który swym własnym ciężarem eliminował powietrze ze swego wnętrza a zaopatrzony w ciężkie drewniane dębowe bądź bukowe deski stawał się długo odporny na działanie wody czy ognia. Szerokie marginesy w pierwszych księgach też dodatkowo chroniły tekst przed zniszczeniem. Spróbujcie spalić zamkniętą książkę. Nie jest to łatwe. Pojedyncze suche karty znikają w ułamkach sekund, zamknięta książka kodeksowa trwa nawet w płomieniach. W pierwszych książkach stosowano zapięcia z dwóch przyczyn. Pierwszej by uczynić księgę bardziej zwartą i poprzez to nieczułą na próby unicestwienia poprzez żywioły, drugiej by wyeliminować w miarę możliwości, dostęp zmian temperaturowych i wilgotnościowych. Należy pamiętać, że kiedy powstawały pierwsze kodeksy zapomniano już o zdobyczach starożytnych i nie było centralnego ogrzewania, a przeniesienie ośrodków cywilizacyjnych bardziej na północ nie sprzyjało przechowywaniu ksiąg w jednolitym i stałym środowisku tu zimą, gdzie błona w oknach nie chroniła nawet przed zbytnim przeciągiem, nie mówiąc o wilgoci bądź nadmiernej suszy. Naturalne materiały z których wykonane są dawne księgi czyli skóry zwierząt (welin czyli najdelikatniejszy z możliwych pergamin) na karty ksiąg, potem papier, zaklejony naturalnymi klejami na powierzchni, zadrukowany, uszyty i zaklejony w grzbiecie, następnie zabezpieczony deskami i obleczony skórą licową naturalnie garbowaną, miały tendencje do puchnięcia zimą i wichrowania podczas schnięcia okładzin latem. Utrzymywanie jednakowej temperatury i wilgotności dla ksiąg jest największym luksusem, który to otrzymała dopiero po tysiącu latach swego istnienia czyli w XX wieku.

Zapisane, bądź, w późniejszych wiekach zadrukowane karty, trzeba było zakleić, wygładzić, wydrukować, złożyć, zszyć, zawiesić w deski i oblec skórą a potem ozdobić. To praca dla introligatora. Polskie słowo zaczerpnęliśmy z języka którym świat ludzi wykształconych posługiwał się aż do XVIII wieku, a w niektórych kręgach przede wszystkich kościelnych i naukowych, chciałoby się wierzyć, stosowany do dziś. Języka, który opisywał rzeczywistość konkretnie, przejrzyście, sprawnie a jednocześnie poetycko; z łaciny. Intro czyli wewnątrz i ligare czyli wiązać odwołuje się bezpośrednio do szycia składek, czyli poszczególnych kart ksiąg złożonych na pół zebranych w cienkie zeszyciki, ułożone następnie w stos i po uszyciu tworzące kodeks. Introligatorzy wywodzą się od starożytnych sklejaczy papirusów i twórców tub do zabezpieczania zwojów.
Z wielu powodów Introligatorstwo można uznać za Królową Rzemiosł. Zawód ten bowiem wymaga wielu talentów i nauka jego obejmuje wiele dyscyplin. Po pierwsze i najważniejsze, aby być dobrym rzemieślnikiem w tym fachu, trzeba posiadać zdolności manualne, by sprawnie posługiwać się igłą, nożem, kostką. Bardzo ważny jest zmysł plastyczny, aby umiejętnie dobierać kolory i harmonijnie budować kompozycje opraw. Dobrze jest mieć wysokie umiejętności projektowe i rysownicze, by samemu projektować oprawy. Koniecznym jest znać wszystkie techniki opraw historycznych i współczesnych, by dobrać tę najodpowiedniejszą dla powierzonego zadania. Koniecznym jest umiejętność barwienia skór i pergaminów, a także różne sposoby tworzenia papierów ozdobnych klasycznymi technikami. Obowiązkowym jest znajomość własności fizycznych materiałów z którymi się pracuje a więc bibułek, papierów, kartonów, tektur, desek, skór, płócien, tkanin – w tym jedwabiu, oraz metalu, a także skład farb, klejów, cechy złota płatkowego i jego spoiw itp. Ważnym też jest poznanie krojów liter i historii liternictwa, języków i alfabetów, by móc odpowiednio przenieść tekst ze strony tytułowej, często go odpowiednio skracając, wyciągnąwszy wcześniej odpowiednią esencję z bardzo długiego tytułu ksiąg historycznych, na grzbiet czy też okładzinę. Nieodzowne jest zaznajomienie się z historią sztuki i zdobnictwa opraw, tak aby móc odpowiednie wzory skorelować z odpowiednią oprawą historyzującą. Żałosnym jest niezamierzone mieszanie stylu oprawy, jej techniki i ornamentów z różnych oddalonych od siebie epok. Wykazuje to znaczną indolencję i sprowadza człowieka wykonującego takie oprawy do poziomu partacza. Partacza w rozumieniu historycznym czyli osoby spoza cechu rzemiosł, który nie ma prawa wykonywać zawodu dla mieszczan i szlachty, a co gorsza dworu. Tacy delikwenci pracowali poza murami miast i robili oprawy po „taniości” dla gawiedzi. Rozsądni ludzie nie powierzali im swoich, drogich przecież ksiąg, gdyż wiedzieli, że tym nierozsądnym ruchem pójdą one na zmarnowanie. Kształcenie na mistrza introligatorskiego było długotrwałe i mozolne, kończyło się wieloletnią wędrówką po introligatorniach w odległych miejscowościach, często i krajach, aby poznać nowinki, tendencje, rozwój zawodu i mody, a kończyło się wieloetapowym, drogim egzaminem na mistrza podczas którego należało w początkowych wiekach oprawić blisko 10 ksiąg w różnych oprawach i rozmiarach. Od ksiąg kancelaryjnych poprzez księgi naukowe aż po ozdobne modlitewniki i pyszne zdobione, kunsztowne mszały. Kształcenie w tym zawodzie niestety od końca XVII wieku praktycznie nie istnieje. By mieć poprawne oprawy musieliśmy wysyłać do Niemiec prośby o przysłanie fachowców. Tak było w wieku XVIII, XIX i XX… teraz też nikt nie dba o kształcenie adeptów tego niewiarygodnego, interdyscyplinarnego zawodu.

Wracając do umiejętności, bardzo ważnym jest, szczególnie od XIX wieku we Francji, a u nas w Polsce w XX-wiecznym świecie opraw symbolicznych i opowiadających, znajomość literatury, symboliki, filozofii i wszystkich religii. O oczywistej znajomości treści i kulturowej drogi oprawianego dzieła nie muszę nadmieniać. Z powyższych powodów dobrymi czy wybitnymi introligatorami zostawali ludzie o szerokich horyzontach, wielkiej wiedzy, ogromnej wrażliwości a jednocześnie wytrwałości i dociekliwości, tacy którzy potrafili skupić się na detalu i ogarniali całość projektu we właściwy sposób, tacy którzy łączyli wszystkie aspekty i swoją oprawą dodatkowo wzbogacali dzieło. Takie oprawy na wtórnym antykwarycznym rynku sięgają niebotycznych cen.

Sądzę że należy w tym miejscu przypomnieć że do połowy wieku XIX czyli do czasu uprzemysłowienia, książki kupowało się w składkach i oddawało do ulubionego introligatora by ten zaopatrzył wolumin we właściwą oprawę dostosowaną do pozostałych książek znajdujących się w bibliotece czy też w gabinecie. Do dziś znam kilka osób tworzących swoje bogate i piękne księgozbiory, którzy nie przeczytają książki nie oprawiwszy jej uprzednio w godną oprawę. Niestety książki oprawiane w Polsce przez naszych rzemieślników są oprawiane bardzo skromnie i jest ich stosunkowo niewiele w porównaniu do krajów gdzie kultura książki była ceniona wysoko. Przeważają przede wszystkim książki w oprawach bibliotecznych – półskórki i to w niezbyt dobrych jakościowo materiałach. O książkach w oprawach artystycznych możemy mówić zaledwie w stosunku do trzech, czterech rzemieślników. Na tak wielki kraj jest to przerażająca konstatacja. Dlatego w naszym kraju praktycznie nie istnieje kolekcjonerstwo opraw książkowych.
Kolekcjonerstwo opraw to osobny, szeroki temat, ale na naszym rodzimym rynku, z historycznych względów, niemal nie znany. Najwięcej kolekcji opraw jest we Francji, Anglii, Belgii a przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Teraz kolekcje opraw książek kodeksowych tworzą się Rosji ale i w Arabii Saudyjskiej, Katarze, Chinach, Korei. To nowy świat kochający wszystko co dawne i europejskie.
…A teraz skrzypią cicho dębowe ciężkie drzwi. Uchylamy je lekko i ostrożnie wchodzimy za próg pracowni introligatora, który w czasach pędu i mediów jest jednym z ostatnich bastionów tradycji w najlepszym tego słowa znaczeniu. Pierwsza rzecz jaka tu odurza to zapach – woń szlachetnych skór i pergaminów, papieru, druku, kleju roślinnego i kleju zwierzęcego albo kurzu i pleśni, w zależności od wykonywanych prac. Podajemy mistrzowi swój skarb. On go delikatnie bierze do ręki, dokładnie ogląda. Opowiadamy, jak wyobrażamy sobie oprawę. Rzemieślnik opowiada w jaki sposób może zrealizować nasze pragnienia. Dogadujemy cenę i termin. Wychodzimy. A ona zostaje. Pełna lęku, leży kilka dni i czeka na swoją kolej pośród innych takich jak ona. Rozgląda się, a na przeciwległej ścianie księgi i książki poustawiane równiutko, piękne, w szlachetnych materiałach, jedwabiach, papierach, skórach, ze świecącymi złotymi ornamentami i literami równo i ostro wyzłoconymi – uśmiechają się.


Wreszcie któregoś ranka introligator bierze do ręki naszą własność. Głaszcze ją, delikatnie zdejmuje okładki i rozpoczyna swoje czary. Kilka miesięcy wcześniej zamówił pergaminy cielęce i skóry kozie w kolorach ziemi, naturalnie garbowane mimozą lub korą dębową. Bordo, zielenie, oberżyny, wszystkie brązy; od czekolady po kość słoniową, czynią książkę naturalną, organiczną i bliską naturze. Granaty, żółcienie, a nawet czernie sprawiają że staje się nieprawdziwa obca, daleka. Kilka tygodni wcześniej mistrz w swojej pracowni rozstawił wielkie kuwety; musi w nich zmieścić papier o największym formacie. Gotował dwa dni karagen, ucierał pigmenty, by w mozole barwić szlachetne arkusze na wyklejki i okleinę swoich pięknych półskórków. Od lat zdobywał, kupował, rysował i wycinał wzory tłoków, plakiet i radełek. Gromadził je uparcie, dbał o nie, rekonstruował dawne, aby w odpowiednim momencie użyć do ozdabiania okładki woluminu. Wczoraj zakończył poprzednią partię książek. Posprzątał dokładnie pracownie i ugotował świeże kleje aby o świcie przystąpić do przygotowania nowych tomów do oprawy.
Teraz delikatnie rozpruwa nożem stare szycie, usuwa pył, kurz i zabrudzenia które dostały się do wnętrza składek książki. Gdy okazuje się że plamy są pokaźne albo gdy książka jest po zalaniu, pierze ją delikatnie w roztworach chemicznych, po czym suszy w bibułach. Skleja ponownie papier, reperuje, wypełnia ubytki, uzupełnia stronice. Trwa to od kilku dni do kilku miesięcy w zależności od wielkości woluminu i stopnia jego zniszczenia. Następnie arkusze zbiera i grupuje składki sprawdzając kolejność stron. Przygotowuje wyklejki, czyli dodatkowe karty chroniące i łączące oprawę z blokiem. Rozpina sznury na zszywnicy i nicią konopną, lnianą lub bawełnianą zszywa składki, jedna za drugą, doszywając również wyklejki do bloku. Po uszyciu wszystkich książek, lekko zakleja je klajstrem i zdejmuje. Jeśli jest to konieczne, obcina karty okrągłym nożem lub w inny sposób wyrównuje. W tej sytuacji muszą być zabarwione lub pozłocone ( prawdziwym złotem) i zawoskowane, by nie dostawał się między nie kurz, gdy książka wróci do biblioteczki. Teraz introligator lekko wyokrągla grzbiet, uderzając drewnianym młotkiem i wkręca książkę w prasę, aby nadać oporek. W czasie gdy oporek stygnie pod gorącym klejem (min.12h), wyszywa kapitałkę i przygotowuje skórę szarfując ją, operując skośnym nożem na kamieniu litograficznym. Po wyjęciu z prasy zaopatruje książkę w tektury mocując w niej sznurki, obleka skórą oraz wyrabia zwięzy. I znów egzemplarz trafia między deski i do prasy – tym razem na minimum dwadzieścia cztery godziny. Po tym czasie ozdabia się lica i grzbiet wcześniej smarując je mieszaniną białka kurzego i octu by przygotować skórę na przyjęcia złota pod litery i ornamenty. Po zawinięciu krawędzi, wyrobieniu rogów, wyrównaniu nierówności, introligator przykleja scyzurę i wyklejki. Książka znów trafia do prasy. Tym razem na dwie doby. Mistrz przygotowuje w tym czasie futerał. Na koniec podpisuje swoją pracę małą wklejką na trzeciej stronie okładki lub bezpośrednio pod wyklejką tłocząc na skórze swój sygnet…”
Dobrze oprawioną książkę znamionuje nieuchwytne piękno i matematyczna harmonia, materiały najwyższej jakości i mistrzowskie wykonanie. Właściwie oprawiona książka musi nawiązywać do treści dzieła, nastroju bądź epoki w której powstała lub do designu jej wnętrza. Dobrze jest by taka oprawa opowiadała dodatkową historię ukrytą w użytych materiałach, ornamentach bądź technice wykonania. Dobra oprawa wzbogaca książkę ale robi to niesłychanie cicho, niespiesznie, delikatnie i wrażliwie. Te niuanse są dostępne tylko dla wtajemniczonych czyli tych co widzą bo wiedzą. Dobra oprawa nie jest dla mas. Dobra oprawa jest dla wysmakowanych w pięknie.

Kolekcje opraw artystycznych, to swoiste imaginarium opowiadające o każdym i ich twórców. To opowieść zaklęta w przedmiocie. Możemy wyczytać w nim jakie miał wykształcenie twórca oprawy, jak bogaty miał warsztat zarówno na poziome fizycznym jak i mentalnym, widzimy dbałość o estetykę a przede wszystkim znajomość tajników sztuki introligatorskiej. Gdy się uważnie przyjrzymy widzimy nawet w jakiej kondycji zdrowotnej był rzemieślnik. To przeniesienie w przyszłość bezpośrednich działań konkretnych ludzi na konkretnym dziele. Takie przedmioty, gdy potrafi się z nich czytać, pomagają nam w poznaniu społecznych i kulturowych uwarunkowań historii i poziomu rzemiosła.
W kraju, w którym nie ceni się rzemiosła i rzemieślników, nie można mówić o kulturze. Żadnej kulturze. Nie tylko wysokiej. Także o kulturze osobistej, społecznej, politycznej. Podstawą materialną wykształconego i kulturalnie ukształtowanego człowieka jest jego biblioteka. Nie można mieć bowiem zaufania do wiedzy i użyteczności intelektualnej człowieka bez księgozbioru. Wiedza klasyczna zamknięta miedzy okładkami wciąż jest fundamentem naszej kultury. To ona kształtuje nie tylko wiedzę, estetykę, ale przede wszystkim morale.
Historia naszego kraju nie była tutaj dla nas łaskawa. W wyniku dziejów a przede wszystkim wojen, nie posiadamy tradycji i zachowanych, pielęgnowanych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie bibliotek prywatnych. Te, które się odtwarza teraz z mozołem, są promilem w skali całego społeczeństwa i nie wytwarzają potrzeb ciągłego poznania i chęci kształcenia. Nie tylko kształcenia merytorycznego, ale i kształcenia smaku, estetyki i przyjemności posiadania prawdziwie cennych i pięknych książek. Nie stwarza także potrzeb posiadania opiekunów i sprawców pięknych woluminów. Konserwatorów, introligatorów, papierników papierów szlachetnych, miedziorytników, drzeworytników, ilustratorów, a wreszcie wydawców.
Tęsknię za książkami prawdziwymi, książkami pięknymi. Tej wspaniałej korelacji i ścisłej symbiozy myśli ludzkiej przekazywanej z pokolenia na pokolenie, z przedmiotem materialnym o nieocenionych walorach estetycznych. I nie mówimy o wyrobach książkopodobnych, tanich o słabej jakości papierze opowiadających o różnych ja i dostępnych masowo i na tony. Mówimy o prawdziwej, mało komu dziś znanej Książce w pełnym tego słowa znaczeniu. Mądrej. Ponadczasowej. Rzemieślniczej. Gdzie w jej tworzenie włożono całą pasję, wieloletnią wiedzę i doświadczenie pokoleń. Pewnie już za późno na moje tęsknoty, ale może dzięki temu tekstowi chociaż jedna osoba poczuje potrzeba przyjrzenia się takiemu woluminowi. A może powstanie idea wskrzeszenia tego wspaniałego i wymagającego rzemiosła. Może powstanie odpowiednia, na wysokim poziomie szkoła. Kto wie…